Obiecane zdjęcia. I most pierwszy. Śląsko-dąbrowski.



Zdechło już ładny czas temu. Aparat wylądował na półce i zbierałby kurz, gdyby nie był w torbie
Ale w końcu postanowiłem wyjść i spojrzeć na świat w odpowiedni sposób, czyli przez wizjer aparatu.
Uprzedzam, jeśli ktoś nie zauważył tytułu poprzedniej notki pod spodem, zdjęć jeszcze nie ma. I w sumie dużo ich na pewno nie będzie, ale obiecuję, niedługo wrzucę. Wrzucę- czyli odżywa. A jak coś, co zdechło odżywa, nie głosząc przy tym ewangelii to, z blisko stuprocentową pewnością, można nazwać to coś Zombiem.
Ale wróćmy do wypadu. Wczoraj przeglądając pogodę spojrzałem i dostrzegłem
bezchmurne niebo i mgły. A, że dzisiaj miałem wolne, zapadła decyzja. Ranek rozczarował mnie- mgły były delikatne, ale torba na ramię i do przodu, pomyślałem i zrobiłem.
Zacząłem od starówki, ale bliskość Wisły i moje zafascynowanie mostami sprawiło, że zapędziłem się pod dwa. Wyniki niebawem.
Teraz czas na zdjęcia, które zaliczają się do tych z których jestem na prawdę zadowolony, na ile zasadnie, oceńcie. One przyniosły mi największą radochę podczas robienia, a podczas obróbki doświadczyły największej ilości przekleństw. Może kolejne plamy na nich wyskakiwały ze wzburzenia? Tak czy siak są i cieszą.
Zdjęcie pierwsze czyli “Facet w łódce”

Zdjęcie drugie czyli “Prąd ciągnie”

Zdjęcie trzecie czyli “Mewy”

Pozdrawiam
Dobry. Witam po krótkim czasie, który zdążył przeskoczyć z przyszłości w tę prze pozwalając mi gdzieś pomiędzy obrobić kilka fotografii. Dodam, że podczas obróbki dostawałem szału i jak miałem skończyć obrabiać tak nie skończyłem z tego wzburzenia. Zaraz zaraz, przecież ja uwielbiam siedzieć w programie graficznym nad fotografią, dopieszczać balans bieli, kolorystykę, bawić się w kadrowanie, zmieniać perspektywę, wymazywać delikatne braki. Uwielbiam. Sęk w tym, że nienawidzę żmudnej roboty. Jeśli mam siedzieć pół godziny nad zdjęciem, żeby wymazać z niego syfy, które wyhodowałem sobie na matrycy, to mi się to nie podoba. A jak zdjęć jest więcej niż trzy a jest więcej, to ja nie mam siły, żeby zrobić to na raz. Dlatego będzie serial.
Odcinek pierwszy:
1. Abstrakcja
Lubię w tym zdjęciu światło, podkręcenie kolorów wydobywające szumy, które zbite odplamianiem nadały puentylistyczny charakter zdjęciu.
2. Słoń
Tylko co on robił w Polsce.
3. Pustka
Tu lubię tę mgłę zjadającą horyzont, budującą jakąś bezkresność pola. No i przejścia tonalne ponad rozmytą linią widnokręgu też mi się podobają.
Ciąg dalszy nastąpi.
Trzymajcie się
PS Przepraszam, ale zdjęcia są w takiej formie a nie innej, bo poziome nie wejdą w sensownym rozmiarze do szablonu, a ja jestem żółtodziobem informatycznym więc nie potrafię tego przedstawić w przyjaznej oku formie.
Cóż mogę napisać pod takim tytułem? To chyba będzie oczywiste, no może poza tym rowem. Ale do rzeczy.
Jakieś pół godziny temu wróciłem z porannego zdjęciowego wypadu. Byłem w miejscu, które od dawna obiecałem sobie odwiedzić. Pogoda wymarzona- mgła przy bezchmurnym niebie. Jak zobaczyłem za oknem samochodu to, co sobie wyobrażałem dokładnie w taki sposób, na moją szpetną twarz wpełzł uśmiech. Nie zszedł z niej aż do teraz (chociaż wpełzł o jakiejś siódmej- powinienem bać się o zmarszczki?). Takiej radochy z robienia zdjęć to ja nigdy nie miałem. Biegałem dosłownie z aparatem w łapie i torbą na plecach śmiejąc się do siebie od czasu do czasu na głos. Niesamowite uczucie. Biegłem sobie biegłem, wypatrzyłem temat i już dochodziłem do miejsca, z którego miałem dobry widok na wypatrzony skrawek świata a tu… rów melioracyjny. Myślałem że oszaleję. Na szczęście w miarę szybko ( światło mi ucieknie!) znalazłem konar. Jak po nim pokonywałem ów rów(nie mogłem się powstrzymać ) podpierając się kijkiem, konar pękł. Jedna stopa w wodzie, szybki sus na brzeg i żyję! Aparat cały. Po półgodzinnej bieganinie musiałem wrócić. To samo miejsce, ten sam rów i ten sam konar, tyle, że druga stopa w wodzie. I tak nie powstrzymało to radochy. Tę miałem przez następną godziną kręcenia się po brzegu Wisły.
W sumie, pomimo delikatnych przeciwności w postaci mokrych stóp przy temperaturze oscylującej wokół zera, najlepszy wypad fotograficzny mojego krótkiego zaprzepaszczonego życia.
Zdjęcia, oczywiście będą. Muszę tylko ochłonąć, obrobić i odczekać.
Do zaniedługo. Życzę podobnej radochy z robienia zdjęć.
Ps. mini zdjęcie obrazujące, dlaczego zdjęcia mogą pojawić się po paru dniach: oto syfki na mojej matrycy ( oczywiście wyciągnięte w gimpie). Obiecuję niedługo wyczyścić.

Pozdr
Powróciłem z dwutygodniowej tułaczki z plecakiem po Czarnogórze. Miałem nadzieję przywieźć sporo zdjęć wartych pokazania na blogu, ale w sumie trafi się najwyżej parę. Aby nie przedłużać:
Pierwszy tydzień (z okładem) spędziliśmy (razem z przyjacielem) na wybrzeżu, później nasze nogi i miejscowe autobusy zaniosły nas nieco na północ- niemal finalnym punktem planu były góry Durmitor. O ile parę dni wcześniej w tym miejscu była rewelacyjna pogoda, słońce świeciło a ciepło grzało, to jak przybyliśmy na miejsce nie zostaliśmy ładnie przywitani. Cierpki wiatr wieczorem zwiastował burzę. Szybko rozstawiony namiot dawał ochronę przed deszczem, który niebawem nadszedł. Nie dawał jednak ochrony przed przejmującym zimnem, które nie dawało spać.
Niemniej po zebraniu obozowiska ranem, lekko podłamani pogodą poszliśmy obejrzeć niedaleko położone jezioro(a miało być bez przedłużania):

Groszek twierdzi, że lepiej w kwadracie, bez jeziora. Mnie ta wersja mniej leży. Jezioro buduje wg mnie specyficzną atmosferę i uwydatnia odległość w jakiej znajduje się las, zaczepia go w przestrzeni.
Pozdrawiam
Jako pierwszą rzecz z góry poproszę o wybaczenie. Wybaczenie za brak moderacji komentarzy, wybaczenie za ciszę na blogu i nie na blogu
Dziękuję. Proces przeprowadzki i powiązane z nim komplikacje i wynikające z niego czynności kończące się niemal w momencie wyjazdu, sprawiły, że nie było mnie ile nie było. Jako drugą rzecz, podziękuję za komentowanie moich wpisów. Ale przejdźmy do czegoś związanego z fotografią. Może.
Wyprowadzka wpędziła mnie w pewien nastrój, a znikające ze ścian obrazy i książki z mebli pokazywały jak znika mój były światek. Gadając sobie z Groszkiem i słuchając o jego pomyśle na studium samotności (w tym na narzekań na mało minimalistyczny dom
) zdałem sobie sprawę, jak minimalistyczny stał się mój. Przyszły mi do głowy wszystkie miejsca, które opustoszały i wpadło mi do łba kilka pomysłów na klatki. Szybko je zrealizowałem. Później jeszcze dołożyłem co nieco i wyszło mi to co możecie poniżej podziwiać i skomentować
. Krótka seria zatytułowana “Korzenie”.
KORZENIE
Jako pierwszą rzecz z dołu ( albo ostatnią z góry) poproszę o wybaczenie. O wybaczenie za brak moderacji komentarzy, wybaczenie za ciszę na blogu i nie na blogu. Wybaczenie na przyszłość. Znów znikam. Na jakieś dwa tygodnie. Mam jednak nadzieję, że te dwa tygodnie dadzą mi materiału na następnych kilka notek i prezentację kilku serii. Zobaczymy. Tymczasem żegnam. Do zobaczenia.
Dlaczego mniej fotograficznie? Tak wyszło, zaprzątnięty jestem czym innym, jeśli nie fizycznie to przynajmniej myślami. Chociaż, nie powiem, wpadają mi pomysły do głowy na małe serie, zobaczę co da się upichcić. Z tym, że nie nadejdzie to szybko. Mam parę rzeczy do zrobienia, w sumie to z przerwami znikam na ponad miesiąc siódmego sierpnia.
Żeby jednak mniej procentowo było paplania, więcej fotografii coś postaram się wspólnego z fotografią napisać.
Błąkam się generalnie ostatnio po różnych stronach związanych z główną dziedziną sztuki o która ma ambicje otrzeć się ten blog ( dzięki Groszek
). Mam zamiar przejrzenia w całości dwóch (resztę “kartkując”). Jakkolwiek śmiesznie by to nie brzmiało, materiał jest na prawdę spory i wymaga trochę wysiłku.
1.http://www.younggalleryphoto.com/photography.html#
2.http://www.masters-of-photography.com/index.html
Polecam obie. Szeroki zestaw fotografów, różne style, można trafić na swojego guru. Skoro już zareklamowałem, przejdę gdzieś dalej zahaczę o inną kategorię tematyczną. Z paplaniny, przez reklamę serwisów z fotografiami do… czego?
Może do fotografii samej. I tu plan małej dyskusji, małej prezentacji swoich opinii. Pytanie, którym staram się połechtać Waszą ciekawość:
Co jest potrzebne fotografowi do bycia fotografem (poza aparatem
). Czy jest to umiejętność patrzenia na świat? Widzenia innych perspektyw odbioru rzeczywistości? Odnajdywania bohatera chwili? Może jest to umiejętność rozumienia światła, jego magii, rozkładania się w świecie, akcentowania pewnych miejsc? Albo: czy trzeba umieć widzieć żeby być fotografem, wystarczy czuć rzeczywistość? Może to z kolei opanowanie technik, studiowanie zasad i prawideł?
Gdzie zaczyna się Fotografia a kończy fotografia? Co jest w fotografii tym najbardziej pożądanym? Ciekawe spojrzenie? Przekaz emocjonalny? Techniczna doskonałość? Mamy trójkąt, z którego należy wybrać jeden składnik. Wybrać zarazem typ największej Fotografii i największego Fotografa.
Czy wybierzemy genialnego, pokazującego świat fotoreportera , który swoimi obrazami odsłania nam to co znaliśmy w innym kontekście?
Może raczej artystę, który tworzy chwile, by je uwiecznić na papierze pobudzając emocje odbiorcy, muśnięciem światła wpędzając widza w inny stan i pytając się o Początek?
Czy wreszcie trzecią możliwość: geniusza konstruktora, który uporządkowuje wszystko naciśnięciem spustu migawki, który tworzy obrazy bez skazy, doskonałe kompozycje światła, myśli i rzeczywistości?
Czyżbym odpłynął zbytnio? Gdzie jest Wasza Fotografia?
Michał
Jakiś czas temu pośród łąk i pól, w małej zapadłej wsi gdzieś na północnym Mazowszu, pewna rodzinka jechała samochodem by nazbierać kaczeńców, co tradycyjnie robiła od, bez mała, kilkunastu lat. Jednak pewien odszczepieniec odłączył się, jak to odszczepieńcy czynią i pobiegł w środek łąki co i rusz klnąc szpetnie. Obracał w rękach czarny, wielkości sześciomiesięcznego kota, przedmiot.
Cóż… przedmiotem tym był mój aparat fotograficzny. Gdy beztrosko hasałem sobie po łące w poszukiwaniu ciekawego tematu natknąłem się na mak. Spodobało mi się ułożenie płatków, spodobała mi się symetria. Dołożyłem na miejscu małą głębię ostrości, skadrowałem. W domu przy pomocy diabelskiego GIMPA oraz porad znajomych forumowiczów (fotoarts.pl) skonstruowałem takie oto coś:
Przyglądając się tej fotografii polubiłem ją i stwierdziłem, że zasłużyła na serię. Pomysł jest w trakcie realizacji. Ewoluuje. Obecnie w planach mam trzy dwuzdjęciowe zestawy. Czerwony, żółty i niebieski- podstawowe barwy. Po wykoncypowaniu tego przyszedł czas na zdjęcie numer dwa. Po zdjęciu numer dwa przyszedł czas na zdjęcie numer trzy, ale na razie opuśćmy trójkę. Jak będę mieć kolejny kolor, nie omieszkam wstawić. Tymczasem, dwójka:
Jakość zdjęć niestety masakrycznie zjedzona przez serwis za co bez cienia sztuczności przepraszam ewentualnych odbiorców.
Witam w skromnych progach tego skromnego fotograficznego Bloga. Nie planuję podboju internetu, a po prostu stworzenie miejsca, w którym mógłbym co jakiś czas pogawędzić na tematy około fotograficzne, wstawić jakieś zdjęcie, napisać o realizowanym pomyśle i ponarzekać na drogi sprzęt i brak kreatywności.
Jako że fotografia jest jedną z dziedzin życia i sztuki, która pociąga mnie niezmiernie będę starał się przynajmniej raz na tydzień złożyć ofiarę Wielkiemu Internetowi z jakiegoś wpisu.